9 maja 2017

i. ❛ nie wierzę w obietnice ❜

2 komentarze:
° przedmieścia Konohagakue, grudzień 2016* °

° Sasuke Uchiha °

               — Nie mogę uwierzyć w to, że ona znów tak szybko mnie zbyła, dattebayo! Tu przecież, chodzi o ojca!
               Blondwłosy nastolatek, siedzący zaraz obok mnie na murku, patrzył na ulicę przed sobą i... patrzył. Nic nie powiedział, nic nie dodał, a ja nie zadawałem pytań, było to zbędne. Tak jak on przyglądałem się pędzącym pojazdom, co jakiś czas zerkając na twarze przechodniów, by wyszukać w nich dziewczyny o szarych, wręcz białych oczach i granatowych włosach.
               Hinata Hyūga stała się bowiem dla Naruto w ciągu tych ostatnich tygodni bardzo ważna. Uzumaki mówił, że kojący głos dziewczyny go uspokajał, a ciepła dłoń położona na policzku, dziwnym sposobem utrzymywała go w stwierdzeniu, że będzie dobrze, że w końcu wszystko się wyjaśni i będziemy mogli spokojnie zasnąć. Ja nie patrzyłem na tą sprawę tak pozytywnie, wręcz naiwnie jak oni. Według mnie był tu sam ból, a oni starali się go nie zauważać...
               Wiedziałem, co Naruto teraz przeżywa, jednak zrozumienie drugiego człowieka w tym momencie było zbędne, tak samo jak słowa na pocieszenie. Życie naszej dwójki od zawsze było ciężkie. Osoba trzecia może stwierdzić, że już się do tego przyzwyczailiśmy, jednak czy da się przywyknąć do tracenia najbliższych osób?
                Nie.
                Można próbować, ale nie jednej przy tym poległ.
                — Minęło dziesięć lat od morderstwa taty, a ja wiem tylko tyle, że zabił go jakiś mężczyzna. — Uzumaki zaśmiał się kpiąco, po czym zeskoczył z murku, by się o niego oprzeć. Schował ręce do kieszeni zimowej kurtki i na mnie spojrzał, przyglądał się mi chwilę, następnie jednak westchnął i obrócił głowę w stronę idącej do nas dziewczyny.
                ...w towarzystwie innej dziewczyny.
                — Nie mieliśmy czekać na Hyūgę? Tylko, na Hyūgę?
                Naruto uśmiechnął się do mnie głupkowato, a to nie był dobry znak. To oznaczało, że powinienem jak najszybciej wrócić do domu.
                — U Hinaty nocuje, to znaczy nocowała Sakura. Stwierdziłem, że może przyjść, nie powinna teraz sama wracać do domu, dattebayo. Odprowadzisz ją. — Niepewnie drapiąc się po karku, uśmiechnął się w moją stronę, analizując przy tym moją reakcję na jego słowa.
                Głupek, przeszło mi przez myśl.
                — Haruno chodzi na boks. Jest postrachem Konohagakue, więc wątpię by moja pomoc była wskazana, sama sobie poradzi — mruknąłem w odpowiedzi, a przyjacielowi zrzedła mina. Nie spodziewał się, że odmówię.
                Palant.
                Blondyn chciał coś dodać, już otwierał w tym celu usta, jednak stanęły obok niego dziewczyny, więc tylko spojrzał na mnie ostrzegawczo, bym przypadkiem nie zniweczył jego planu. Obrócił się w stronę Hyūga i przywitał się z nią szybkim pocałunkiem w policzek, a Haruno posłał lekki uśmiech, który dziewczyna odwzajemniła. Różowo włosa następnie spojrzała na mnie i kiwnęła głową na przywitanie.
                — Do jutra, Uzumaki. — Klepnąłem przyjaciela po barku, po czym zeskoczyłem z murku na chodnik. Miałem zamiar minąć całą trójkę, jednak Naruto złapał mnie za kaptur od kurtki i pociągał w swoją stronę. Nie przygotowany na taki obrót sprawy poślizgnąłem się na chodniku, przez co upadłem w leżącą obok nas skarpę śniegu.
                ...nienawidzę zimy.
                Hinata zakryła usta, by stłumić swój śmiech, lecz Naruto i Sakura patrzyli na mnie przez kilka sekund bez jakiejkolwiek reakcji na zaistniałą sytuację, by potem zacząć śmiać się bez opamiętania. Spojrzałem na nich zirytowany, a oni nagle się wyprostowali i tłumili śmiech przez położone dłonie na ustach.
                — Szkoda, że nie zdążyłem wyciągnąć komórki, dattebayo. Ten filmik byłby hitem.
                Wstając z chodnika jednocześnie się otrzepując, zdenerwowany spiorunowałem przyjaciela spojrzeniem, jednak on mimo to dalej się rechotał.
                — Naruto — upomniała go Hyūga, dzięki czemu niebieskooki jedynie westchnął i przestał się śmiać.
                Może faktycznie dobrze, że masz ją u swojego boku, Naruto?
                — Sasuke, nie zapomnij o kimś. — Hinata uśmiechnęła się w moją stronę, po czym przeniosła wzrok na stojącą obok niej Haruno.
                ...oboje są siebie warci, nie ma co.
                — Prowadź — burknąłem do różowej, a ona przez chwilę przyglądała mi się z zaciekawieniem wypisanym na twarzy, po czym pożegnała się z dwójką przyjaciół.
                 Zaczęliśmy iść w stronę niedalekiej stacji metro, jednak wołanie Naruto nas zatrzymało. Blondyn podbiegł do mnie, pytając:
                 — Wyślesz później dzisiejsze zdjęcia?
                 — Czekaj, mogę zrobić to teraz. — Chciałem wyciągnąć komórkę z tylnej kieszeni spodni, jednak gdy wsadziłem do  kieszeni dłoń, telefonu nie było. Zacząłem więc szukać jej po innych kieszeniach. — Komórka jest w biurze — warknąłem zły na siebie, zamykając przy tym na chwilę oczy.
                 Kto zostawia telefon w miejscu, które chwilę temu przeszukiwał, no kto? Sasuke Uchiha, barwa dla tego pana.
                 — Jakim biurze? — zaciekawiła się Haruno.
                 — Nie twój interes — odpowiedziałem, nawet na nią nie patrząc. — Naruto, wrócę tam teraz, a zdjęcia dostaniesz, gdy tylko odzyskam telefon.
                 Nie czekając na żaden protest, obróciłem się na pięcie i minąłem Sakurę, kierując się w stronę centrum.
                 — Zaczekaj na mnie, Sasuke! Muszę z tobą porozmawiać! — Krzyknęła za mną różowa, jednak ja udałem, że już jej nie słyszę, szedłem po prostu przed siebie. — Mógłbyś się zatrzymać, gdy ktoś o to prosi!
                 — Czego? — zapytałam, stając nagle i obracając się jednocześnie na pięcie. Sakura najwyraźniej nie spodziewała się, że stać mnie na taki gest wobec niej, bo z impetem na mnie wpadła. Musiałem przytrzymać ją ręką w pasie i do siebie przyciągnąć, by przypadkiem nie upadła w skarpę śniegu jak ja wcześniej. Haruno zdając sobie sprawę z bliskości naszych ciał, cała się napięła, co zdołałem wyczuć przez jej puchową kurtkę. Dziewczyna nie odwracała wzroku od mojej klatki piersiowej i, mogę się mylić, ale zdawało mi się, że słyszałem jak przełyka zdenerwowana ślinę. — Będziesz stać tak wieczność? — zakpiłem.
                 — To ty mnie trzymasz, Sasuke.
                 Cholera... Haruno jeden, Uchiha zero.
                 Podniosła na mnie swój wzrok, a determinacja w jej zielonych oczach już teraz utwierdziła mnie w przekonaniu, że lepiej załatwić to szybko, więc westchnąłem i szybko odsunąłem ją od siebie.
                 — Czego? — powtórzyłem.
                 — Zdaje mi się, że wiem dlaczego Itachi postępuje tak, a nie inaczej...
                 Zdezorientowany patrzyłem na nią w szoku, jednak po kilku sekundach spojrzałem na nią chłodno, mówiąc:
                 — Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy, Haruno. To staje się irytujące, ty jesteś irytująca. Na jakiej postawie sądzisz, że wiesz co kieruje Itachim?
                 — On... Itachi przychodzi na siłownię mojego klubu, rozmawiałam z nim kilka razy i... — przerwałem jej.
                 — Przychodzi na siłownię? Od kiedy?
                 Sakura głęboko westchnęła i odwróciła ode mnie wzrok. Widać było, że bije się ze swoimi myślami, zmarszczone brwi i obserwacja ulicy obok jasno dały mi to do zrozumienia, więc cierpliwie czekałem na jej odpowiedź.
                 — Nie mogę ci tego powiedzieć, jeszcze nie teraz — mruknęła, dalej nie patrząc mi w oczy, a mnie zamurowało. Patrzyłem na nią i zastanawiałem się kim tak właściwie jest Sakura Haruno. A wnioski na ten temat potwierdziły mnie w przekonaniu, że w ogóle nie powinniśmy mieć ze sobą do czynienia. — Powiem ci wszystko, obiecuję, Sasuke. Jednak daj mi czas — odezwała się nagle, tym razem patrząc mi w oczy z tą dziwną dla niej nadzieją i determinacją.
                 — Ostatnio ktoś też mi to powiedział, i wiesz co? Nie wierzę w obietnice.
                 Minąłem ją, następnie zakładając na głowę kaptur zerknąłem za siebie by jeszcze raz zobaczyć te różowe włosy i zganiłem siebie w myślach, bowiem Sakura bacznie mnie obserwowała.

                 Po niecałej godzinie męczarni przesiadek w metrze, wszedłem do biura matki i po omacku zacząłem szukać na ścianie włącznika światła. W ciemnościach nie zauważyłam stojącej przede mną postaci, która złapała mnie za barki, po czym rzuciła mną o ścianę. Zdezorientowany nawet nie próbowałem się bronić, gdy napastnik znów mocno mnie złapał i tym razem pchnął na blat biurka Mikoto. Wszystkie dokumenty wraz z ramkami ze zdjęciami runęły na podłogę, a ja wykrzywiłem twarz w grymasie bólu.
               — Przekaż swojemu szefowi, że jeśli jeszcze raz przyśle do mnie jednego ze swoich ludzi, to przestanę być miła. — Zmarszczyłem brwi, rozpoznając w owej postaci głos swojego rodzica.
               — Mamo, to ja, Sasuke — mruknąłem, osuwając się po biurku. Usiadłem na podłodze opierając się plecami o bok drewnianego przedmiotu, trzymając dłoń prawej ręki na bolących żebrach.
               Będą siniaki, wspaniale.
               Mikoto w tym czasie jak burza podbiegła do włącznika i go przycisnęła, a wisząca na suficie lampa zaczęła się świecić. Widząc mnie na podłodze stanęła osłupiała, jednak po chwili otrząsnęła się i podeszła do mnie, patrząc na mnie tym swoim matczynym, zmartwionym wzrokiem.
               — Co ty tu robisz? Jest przecież noc. — Usiadła obok. — Bardzo cię boli? Przepraszam, Sasuke, nie wiedziałam, że to będziesz ty.
               Obróciłem się w jej stronę, jednak pod wpływem ruchu syknąłem z bólu.
               — Zapomniałem komórki, zostawiłem ją tutaj po szkole. Nie boli tak bardzo, spokojnie — skłamałem, a widząc wzrok mamy zdałem sobie sprawę, że wie iż to robię. — Nie wiedziałem, że wróciłaś do treningów — dodałem po chwili.
               Kobieta westchnęła, przetarła ręką twarz, po czym wstała i zaczęła zbierać porozrzucane na kremowym dywanie oraz białych kafelkach, dokumenty wraz z ramkami. 
               — Trochę sportu mi się przyda... Przynajmniej tak uważa Kushina, więc obie wróciłyśmy do sztuk walki jak za młodu — odparła, biorąc do ręki jedną z ramek. Obróciła ją, a widząc na zdjęciu mnie i brata sprzed paru lat, zirytowałem się.
               Mikoto nadal miała jego zdjęcia, mimo tego co zrobił, ona uparcie wierzyła, że Itachi do nas wróci. On nie zasługiwał na miłość, tym bardziej na miłość matki, która jest czysta i dozgonna.
               — Mamo, ktoś znowu cię zastrasza? Twoja groźba i przywitanie mnie, o co chodzi? — zapytałem nagle, jakby dostając olśnienia. Powinienem od razu o to zapytać.
               Rodzicielka położyła na biurku stos dokumentów, a następnie kilka ramek w których pękły szybki, więc będą pewnie do wymiany. Znów usiadła obok mnie i patrzyła przed siebie na białą ścianę. Dopiero teraz dostrzegłem jak bardzo przybity ma wyraz twarzy, a rozłożona kanapa przy oknach utwierdziła mnie w przekonaniu, że kolejny raz boi się zostać w domu. Głęboko westchnąłem i położyłem dłoń na jej dłoni, by dać jej do zrozumienia, że może mi o wszystkim powiedzieć, że będę jej wsparciem.
               — Powiesz coś? Znowu miewasz koszmary?
               Mikoto spojrzała na mnie, uśmiechnęła się lekko i tak mi się przyglądała parę minut, po czym powiedziała:
               — Jesteś dobrym synem, Sasuke. Musisz jednak pamiętać, że nie wszystko jest takie na jakie wygląda. — Mocniej ścisnęła moją dłoń. — Widziałam dzisiaj Itachiego, przyszedł tutaj.
                — Czego chciał?
                — Przyszedł tutaj formalnie, chciał przynieść osobiście czek na fundację. Mimo, że rozmowa była formalna, bowiem nie odpowiadał na zadane przeze mnie pytania jako matka, wiem, że chce dobrze. Mógł przecież wpłacić pieniądze od razu na konto fundacji, a on tu przyszedł.
               Mama westchnęła, po czym wstała z dywanu i obeszła biurko, by usiąść przy nim na czarnym, skórzanym, obracanym krześle, które swoją drogą jest wygodne i przyjemnie się na nim śpi. Następnie oparła ręce o drewniany blat, a ja w tym czasie wstawałem z podłogi i zacisnąłem zęby by nie wydać z siebie żadnego syknięcia, bowiem bolące żebra znów dały o sobie znać.
                — Widziałaś mój telefon? Musiałem go tutaj zostawić.
                Zmieniłem temat, musiałem. Itachi był dla mnie skreślony, więc nie było według mnie sensu o nim mówić, tym bardziej z mamą, która chciałaby abym patrzył tak samo na tą sprawę jak ona.
                — Nie było go tu, nie widziałam go.
                Zdziwiłem się, komórka musiała tutaj być.
                — Cholera — mruknąłem, zdając sobie sprawę po co Itachi przyszedł tutaj tak na prawdę.
                Chodziło mu o moją komórkę.
                Chodziło mu o dzisiejsze zdjęcia.
                Chodziło mu o ratowanie tyłka kogoś z firmy.


* — przypominam, że akcja prologu to luty 2017, a rozdział pierwszy to grudzień 2016
layout by Sasame Ka