13 kwietnia 2017

o. ❛ koizumi, znasz się na nastolatkach? ❜

4 komentarze:
° komisariat policji, Konohagakure, luty 2017 °

° Akira Nanase °


               Zirytowany, trzasnąłem drzwiami wychodząc z biura kapitana i stanąłem zaraz obok kubła na śmieci, by wyrzucić do niego trzymane w ręce nakazy przeszukania posiadłości burmistrza oraz najbliższych mu przyjaciół.
               — Mówiłem, że tak będzie, ale ty musiałeś mnie nie posłuchać, co? — Podniosłem do góry wzrok, a napotykając spojrzenie Masakazy Koizumi, przymknąłem na chwilę oczy. Mężczyzna nonszalancko oparł się o barierki zaraz za śmietnikiem i uśmiechał się zwycięsko w moją stronę. Ja w odwecie spiorunowałem go spojrzeniem, ale nawet to nie powstrzymało go przed dokończeniem wypowiedzi. — Módl się teraz aby nikt na ciebie nie doniósł, chociaż... Może ja to zrobię? Kasą podzielimy się po połowie, ale ty będziesz już dawno kwiatki od spodu wąchał, więc kasa zostanie dla mnie. Aki, to plan idealny! — Koizumi klasnął w dłonie, po czym nie wytrzymał i zaczął się śmiać pod nosem. — Gdybyś mógł zobaczyć teraz swoją minę...
               — ...niestety, ale cały czas jestem zmuszony widzieć twoją. Bądź mi za to wdzięczny, bo uwierz, nie wiem jakim cudem znosi to twoja żona — odpowiedziałem, poklepując przyjaciela lewą ręką po barkach.
               — To. — Pokazał dłonią na swoją twarz. — Jest dziełem sztuki, jasne?
               Rozbawiony przytaknąłem głową na jego słowa. Następnie schowałem dłonie do kieszeni spodni, by razem z Masakazu zejść z małego podestu i podejść do dwóch biurek, które znajdowały się na końcu sali, były one naszym stanowiskiem pracy.
               — Akira, teraz tak poważnie. Wiesz, że jestem po twojej stronie. — Blondyn mówiąc to, usiadł przy swoim biurku i włączył komputer. Następnie chwycił za biały kubek z podobizną mopsa i zerknął na jego dno. Grymas jaki pojawiał się na jego twarzy oznaczał jedno — brak kawy. Mężczyzna niezadowolony odstawił kubek na wcześniejsze miejsce, po czym spojrzał na mnie. — Dobrze wiemy, że burmistrz za tym wszystkim stoi. Ma w garści całe miasto, w tym wszystkich policjantów, nie licząc nas oczywiście, więc jak? Jak chcesz zdobyć dowody, których kapitan nie obali pierwszym lepszym argumentem i sam burmistrz zesra się ze strachu, co?
               — Musi być jakiś sposób. Znajdę coś, zobaczysz — powiedziałem, patrząc mu w oczy. — Burmistrz będzie teraz ostrożniejszy, ale mimo wszystko uda się nam wsadzić go za kratki — dodałem, siadając przy biurku na przeciwko partnera. Zadowolony z tej jakże krótkiej przemowy oparłem się o krzesło i założyłem ręce za głowę.
               — Liczysz na pomoc wtyki? — zapytał, patrząc na monitor komputera jednocześnie klikając po klawiaturze odpowiednie litery. — Jak dla mnie ta twoja wtyka leci na dwa fronty. Bo niby znajdziemy już coś na burmistrza, ale dupa, nic z tego. Dlaczego? Bo nagle wszystkich świadków bądź dowodów brak. Jedynie spekulacje i listy od tej twojej wtyki zostają, nic więcej. — Masakazu zerknął na mnie zdegustowany, po czym spojrzał w bok na coś za mną. Nagle wstał i wyciągnął w stronę tego czegoś rękę. — Ha! I co? Wiedziałem, że tak będzie. — Wręcz krzyknął niezadowolony.
              Zdezorientowany obróciłem głowę w kierunku gdzie cały czas patrzył trzydziestopięciolatek i zaśmiałem się pod nosem.
               — Poczta — podsumowałem, widząc idącą w naszą stronę Kon z listem w ręku.
               — Jaki z ciebie Sherlock, no nie wierzę. — odpowiedział, a następnie usiadł i znów zaczął klikać palcami po klawiaturze komputera z prędkością biegnącego Flasha.
               Kobieta podeszła do mojego biurka, podała list zaadresowany do mnie, po czym bez słowa wróciła na swoje stanowisko pracy.
               — A wy dalej pokłóceni?
              — Dziwisz się? Cały czas wybija mi z głowy sprawę burmistrza, więc trochę się posprzeczaliśmy — odpowiedziałem mu, a następnie bez żadnych przeszkód rozerwałem kopertę i zacząłem czytać w myślach krótką wiadomość. — Koizumi, znasz się na nastolatkach? — zapytałem, opierając dłonie o biurko. Patrzyłem na niego w nadziei uzyskania satysfakcjonującej odpowiedzi. Mężczyzna podniósł do góry brew zdziwiony moim pytaniem, ale kiwnął potwierdzająco głową. — To dobrze, bo będziemy musieli zająć się kilkoma z nich.
               — Co rozumiesz przez słowa będziemy musieli zająć się?
               — Uzyskać ich zaufanie, ponieważ wychodzi na to, że są powiązani w jakiś sposób z burmistrzem? — Spojrzałem na niego niepewnie, a mężczyzna przymknął na chwilę oczy i głęboko westchnął.
               — Nie wybiję ci tego z głowy, prawda?
               — Nigdy — odpowiedziałem szybko, składając list, po czym schowałem go do wewnętrznej kieszeni w marynarce. Peter patrzył na mnie przez krótką chwilę, potem jednak wrócił wzrokiem do komputera.
               — To była wtyka? 
               — Tak. Ale najlepszego i tak ci jeszcze nie powiedziałem... Wtyka jest jedną z tych osób. Napisała o tym — dodałem, widząc jego zszokowaną minę.
layout by Sasame Ka